Życie duchowe – Adoracja Najświętszego Sakramentu

2013-01-26-msza-o-uzdrowienie-34

Adoracja Najświętszego Sakramentu

„My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu.” 2 Kor 3,18

„Chciałabym się podzielić nauka jaką otrzymałam pewnego dnia, kiedy trwałam na modlitwie przed Panem. Wpatrywałam się po prostu w Najświętszy Sakrament i adorowałam Go. Nie miałam Mu wiele do powiedzenia, oprócz tego, że Go kocham.

Poczułam, jak gdyby Pan powiedział do mnie: „Czyż nie wiesz, że nic nie musisz mówić? Po prostu bądź ze Mną. Wejdź w Moją obecność. To nie ty robisz to dla Mnie, to Ja chcę coś dla ciebie zrobić”.

Wtedy zobaczyłam obraz człowieka, który wychodzi ze swojego domu i siada w nasłonecznionym miejscu. Mężczyzna siedział w słońcu i nic nie robił, ale jego skóra zaczęła zmieniać kolor. Ludzie, którzy go potem widzieli, wiedzieli, że siedział długo na słońcu — świadczyła o tym jego ogorzała skóra. On sam także zdawał sobie sprawę z zaszłej w jego wyglądzie zmiany, odczuwał bowiem działanie słońca czuł ciepło i światło.

Usłyszałam słowo Pana: „Tak się dzieje i z tobą kiedy przebywasz w Mojej obecności. Doświadczysz skutków czasu, spędzonego ze Mną. Ludzie dostrzegą to w twoich czynach”. To była wspaniała lekcja — wiedzieć, że nie muszę zawsze coś mówić, kiedy się modlę; wystarczy bowiem tylko to, że przebywam z Jezusem”. S. Briege McKenna

 Siostra Briege McKenna, klaryska pochodząca z Irlandii, powołana została przez Boga do posługi darem modlitwy wstawienniczej i uzdrawiania. 

cuda_sie_zdarzajaZ książki  „Cuda się zdarzają.”

Jezus jest nauczycielem

Matka Angelika z Birmingham w Alabamie, franciszkańska zakonnica, która założyła pierwszą katolicką sieć telewizji satelitarnej, jest szeroko znana z rozsądku i dowcipu. Kiedyś razem z ojcem Haroldem Cohenem z Nowego Orleanu prowadziłam rekolekcje dla kapłanów w Birmingham. Matka Angelika usłyszała o mnie i zaprosiła mnie do swojego klasztoru na rekolekcje.

Pomyślałam, że mogłabym wykorzystać ten czas na pogłębienie mej wiedzy o uzdrawianiu. Przybyłam więc na miejsce obładowana różnymi książkami, napisanymi przez uznanych ekspertów w tej dziedzinie. Sądziłam, że dowiem się z tych książek, dlaczego niektórzy ludzie nie doznają uzdrowienia. Chciałam mieć na podorędziu gotową odpowiedź, gdyby ktoś mi zadał podobne pytanie.

Pierwszego dnia przeczytałam pierwszy rozdział jednej książki, ale następnego ranka niczego nie pamiętałam z tej lektury. Tak powtarzało się przez kilka dni — nie potrafiłam zapamiętać ani słowa z tego, co czytałam.

W końcu matka Angelika wzięła mnie pod rękę i zaprowadziła do kaplicy. Wskazała ręką na monstrancję, gdzie był wystawiony Najświętszy Sakrament, i rzekła do mnie: „Jeśliby Jezus chciał, żebyś była kimś innym, to by cię stworzył inną. A On cię powołał do życia jako Briege McKenna” — ciągnęła wciąż wskazując na Pana — „i jest Twój nauczyciel. Nie próbuj naśladować sposobów działania innych ludzi. Pójdź do Jezusa i pozwól, by On cię pouczał”.

Tego dnia złożyłam obietnicę, że będę dwie lub trzy godziny spędzać na osobistej modlitwie. Później Pan nauczył mnie, że wcale nie muszę odpowiadać na wszystkie pytania. Nie wszyscy mogą dostąpić fizycznego uzdrowienia, a ja nie muszę wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Moim zadaniem nie jest bronić Jezusa, ale Go głosić.

Pan mieszka w porwanym namiocie

Idąc za radą matki Angeliki, obiecałam spędzać na osobistej modlitwie od dwóch do trzech godzin dziennie przed Najświętszym Sakramentem.

Święta Klara, nasza Założycielka, zawsze jest przedstawiana na obrazach i figurach z monstrancją w ręku. Podanie głosi, że kiedy wróg zaatakował Asyż, Klara wzięła z ołtarza monstrancję, a siła jej wiary odepchnęła napastników od miasta. Kult eucharystyczny jest więc z powodów historycznych w centrum duchowości w Zgromadzeniu Sióstr świętej Klary.

Uczyniłam ślub, że gdziekolwiek bym się znalazła, w jakimkolwiek kraju świata, codziennie spędzę trzy godziny przed Panem. Była to jedyna prośba, jaką każdorazowo kierowałam do zapraszających mnie biskupów i kapłanów na całym świecie, by umieścili mnie w jakimś klasztorze lub domu, gdzie jest adoracja Najświętszego Sakramentu, i by tak ustalili mój rozkład dnia, abym miała czas na modlitwę.

Zawsze fascynował mnie sposób, w jaki Pan umożliwiał mi adorację, gdziekolwiek byłam. Nawet jeśli nie było w pobliżu żadnego klasztoru, to zawsze w bliskiej okolicy znajdowałam miejsce na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem.  Jeśli poświęcamy się modlitwie, to Bóg nigdy nie da się prześcignąć w swej szczodrobliwości.

Czasem jednak było mi trudno uzmysłowić ludziom, że naprawdę potrzebuję całych trzech godzin na modlitwę. Ludziom łatwo przychodzi wynajdywanie tysiąca różnych powodów, abym mój czas przeznaczony dla Pana skróciła. Zawsze mogą wskazać na ludzi potrzebujących mojej posługi.

Na każdym kroku musiałam uprzytamniać sobie, że potrzebuję Jezusa bardziej, niż inni ludzie potrzebują mnie. Jeślibym nie zbliżała się do Jezusa w modlitwie, nie miałabym im nic do zaoferowania. Nie modlę się dlatego, że jestem święta, ale dlatego, że chcę zostać świętą i potrzebuję, by Jezus był moim nauczycielem.

W trwaniu przed Panem bardzo ważna jest dyscyplina. Tylko wtedy duch jest spokojny, a duchowe uszy otwarte, by móc rzeczywiście usłyszeć Pana i doświadczyć mądrości i światła, które pochodzą od Ducha Świętego.

Z początku trudno mi było uwierzyć, że to sam Jezus przemawia i poucza mnie w czasie adoracji. Ale dzięki spędzonym przed Panem godzinom otrzymałam już wiele lekcji, które zmieniły zarówno moje własne życie, jak i życie ludzi, do których dotarłam z moją posługą.

 Wytrwać w obietnicy modlitwy

Pewnego wieczora, podczas Dni Modlitwy Wstawienniczej za Kapłanów w Dublinie, w Irlandii, ojciec Kevin Scallon poprosił mnie o służenie kapłanom w czasie, który przeznaczali na modlitwę kapłańską, a ja zazwyczaj poświęcałam na prywatną modlitwę. Istniało faktycznie wielkie zapotrzebowanie na moją posługę w czasie tych Dni Modlitwy Wstawienniczej. Nie chciałam więc odmawiać jego prośbie, bo wydawała mi się dostatecznie uzasadniona, ale zarazem byłam zmartwiona, bo przepadłaby mi cała godzina modlitwy.

Odpowiedziałam ojcu Kevinowi, że będę osiągalna w wyznaczonym przez niego czasie. Przed pójściem spać, późno w nocy, powiesiłam notatkę na tablicy ogłoszeń, powiadamiającą kapłanów, że mogę spotkać się z każdym, kto się do mnie zgłosi, podczas ich adoracji Najświętszego Sakramentu.

Nikt, oprócz mnie i ojca Kevina, nie wiedział o tym, że wykroiłam tę godzinę z czasu przeznaczonego na prywatną modlitwę. Jednakowoż już następnego ranka pewien starszy ksiądz podszedł do mnie na korytarzu i powiedział: „Siostro Briege, wiem, że teraz idzie siostra się modlić, ale chcę się do siostry zwrócić w pewnej sprawie… Nie wiem tylko jak zacząć”. Stary ksiądz miał kłopot z dotarciem do sedna sprawy, a ja już zaczęłam zastanawiać się nad tym, co też miał mi do przekazania. W końcu wydusił z siebie, że poprzedniej nocy nie mógł spać, ponieważ idąc do łóżka usłyszał wewnętrzny głos mówiący: „Idź do siostry Briege i powiedz jej, że ta godzina, którą ofiaruje na posługę wśród księży, należy do Mnie, i Ja chcę ją mieć dla siebie”.

Po czym ów ksiądz popatrzył na mnie i dodał: „To brzmi trochę bez sensu, prawda?”

Nie mógł wiedzieć, jak wiele to dla mnie niosło treści. Podziękowałam mu. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo Jezus chce, abym dotrzymywała mojej obietnicy. A czynił tak nie dlatego, że miałabym Mu być potrzebna, lecz dlatego, że chciał mnie kochać i pouczać. Czasami zapominamy, że Jezus jest żywą osobą, którą na nas czeka. Wtedy czekał On na mnie.

To była dla mnie dobra lekcja. Nie przeznaczyłam tych trzech godzin na realizację jakiegoś przedsięwzięcia, ale obiecałam je żywej osobie, a ta osoba, to znaczy Jezus, jest wciąż blisko i czeka na mnie. I nie dzieje się tak, ponieważ miałabym coś do ofiarowania Jemu, ale dlatego, że On ma wiele do zaofiarowania mnie.

Poszłam więc do ojca Kevina i opowiedziałam mu o spotkaniu ze starym księdzem. Natychmiast polecił mi anulować dotychczasowe plany i powrócić do mojego zwykłego porządku dnia.

Wtedy poszłam do kaplicy, gdzie wszyscy adorowali Najświętszy Sakrament I modlili się. Usiadłam w ławce z lekkim poczuciem winy, że On sam musiał mi przypominać o mojej obietnicy.

Jak tylko zamknęłam oczy, Pan dał mi widzenie klasztoru. Budynek był otoczony murem, w którym była furta. Weszłam przez nią do środka. Zbliżyłam się następnie do drugich drzwi, na których widniał napis: „Klauzura”.

Spojrzałam na nie, a Pan powiedział do mnie: „Briege, czy widzisz napis: <<Klauzura>>? Nie możesz tam wejść. A ludzie żyjący wewnątrz nie mogą wyjść, ponieważ złożyli ślub, że będą żyć tam, oddzieleni od świata”.

„W ten sposób chcę ci tylko przypomnieć” — mówił dalej Pan „że to są jedynie fizyczne ściany, które nie uczynią z nikogo praktyka kontemplacji. To, co czyni człowieka duchowym, to klauzura serca

Od razu zrozumiałam, co Pan chciał mi objawić: nawet jeśli nie jestem zakonnicą klauzurową, powinnam mieć ducha kontemplacji. Czasem powinnam w specjalnych okolicznościach potrafić zaniknąć się w klauzurze swego serca, nie pozwalając wchodzić tam nikomu, oprócz samego Pana. Zanim obiecam coś ludziom, muszę sprawdzić, czy dotrzymałam obietnic danych Jezusowi.

Stałam się bardziej uważna w sprawach dotyczących wierności modlitwie. Jest ona bowiem darem Bożym. Aby z tym darem współpracować, muszę być zdyscyplinowana, zwłaszcza jeśli chodzi o przeznaczony na nią czas. Nauczyłam się, że jeśli jestem gotowa poświęcić czas na modlitwę, to ze swej strony Jezus jest gotowy uczyć mnie, jak się modlić. On mnie przemienia przez modlitwę.

 Co się dzieje podczas modlitwy

Nie jest łatwo siedzieć twarzą w twarz z Panem. Niektórzy czasami czują się znudzeni albo nic nie mają do powiedzenia. Człowiek może się rozpraszać z różnorakich powodów. Łatwo jest powiedzieć sobie: „Do czego to ma służyć?” albo: „No i cóż dobrego ja z tego mam? Nic przecież nie czuję!

Może się wydawać, że kiedy się modlisz, to nic się właściwie nie zmienia. Jednak dowody siły modlitwy przychodzą później, kiedy pracujesz albo służysz. Wtedy odkrywasz wewnętrzną siłę, jaką daje ci modlitwa, a także natchnienie i mądrość, które odnajdujesz w chwilach, gdy najbardziej ci ich potrzeba.

Bywa, że gdy mówię ludziom, iż spędzam na modlitwie trzy godziny dziennie, to ze zdziwieniem mnie pytają: „Skąd siostra bierze na to czas?” albo: „Co siostra mówi przez te trzy godziny? Chyba umarłabym z nudów!” Inni zaś twierdzą: „Ja nie wytrzymałbym nawet pół godziny!”

To Pan poprosił mnie o trzy godziny; i nie od wszystkich wymaga On tego samego. Dla człowieka świeckiego albo dla księdza czy zakonnicy zajętej cały Boży dzień poświęcenie Panu trzech godzin nie tylko byłoby trudne, ale nawet niepożądane. Jednak niezależnie od tego, czy jesteś kapłanem, zakonnicą, diakonem czy osobą świecką, musisz znaleźć sobie trochę czasu na modlitwę. Myślę, że osoby zaangażowane w Kościele powinny modlić się nie mniej niż godzinę dziennie. Jednak każdy z nas powinien sobie znaleźć czas, mając na uwadze swoje własne powołanie.

Mam ten niezmiernie wielki przywilej, że jako siostra zakonna żyję w klasztorze i Najświętszy Sakrament mam u siebie w domu. Mogę przyjść do Pana, kiedy tylko zechcę. Ale zachęcam każdego, aby sobie znalazł specjalne miejsce, jakiś kąt albo pomieszczenie, które będzie przeznaczone tylko na modlitwę. Takie specjalne miejsce z wizerunkiem Jezusa pomoże każdemu zostawić na zewnątrz troski tego świata i pociągnie do jedności z Panem.

Jedna z rzeczy, jakie otrzymałam od Pana dzięki dyscyplinie modlitwy, to wiedza o uzdrawianiu. Bóg ukazał mi, w jak różny sposób Pismo Święte przekazuje Jego nauki — ponieważ zawsze, kiedy uzdrawiał, jednocześnie nauczał. Pokazał mi, jakie są związki pomiędzy Jego nauk zawartą w Piśmie Świętym, a moją służbą w dniu dzisiejszym.

Chciałabym się podzielić nauką jaką otrzymałam pewnego dnia, kiedy trwałam na modlitwie przed Panem. Wpatrywałam się po prostu w Najświętszy Sakrament i adorowałam Go. Nie miałam Mu wiele do powiedzenia, oprócz tego, że Go kocham.

Poczułam, jak gdyby Pan powiedział do mnie: „Czyż nie wiesz, że nic nie musisz mówić? Po prostu bądź ze Mną. Wejdź w Moją obecność. To nie ty robisz to dla Mnie, to Ja chcę coś dla ciebie zrobić”.

Wtedy zobaczyłam obraz człowieka, który wychodzi ze swojego domu i siada w nasłonecznionym miejscu. Mężczyzna siedział w słońcu i nic nie robił, ale jego skóra zaczęła zmieniać kolor. Ludzie, którzy go potem widzieli, wiedzieli, że siedział długo na słońcu — świadczyła o tym jego ogorzała skóra. On sam także zdawał sobie sprawę z zaszłej w jego wyglądzie zmiany, odczuwał bowiem działanie słońca czuł ciepło i światło.

Usłyszałam słowo Pana: „Tak się dzieje i z tobą kiedy przebywasz w Mojej obecności. Doświadczysz skutków czasu, spędzonego ze Mną. Ludzie dostrzegą to w twoich czynach”.

To była wspaniała lekcja — wiedzieć, że nie muszę zawsze coś mówić, kiedy się modlę; wystarczy bowiem tylko to, że przebywam z Jezusem.